Zakup samochodu za granicą to popularna praktyka – wielu nabywców liczy na lepszy stan techniczny auta lub korzystniejszą cenę. Ale zanim nowy nabytek trafi na polskie drogi, trzeba go zarejestrować. I tutaj pojawia się często lekceważony problem: nieprawidłowe dane w dokumentach, które mogą uniemożliwić proces rejestracji.
Błąd w danych? To nie tylko literówka
Nawet drobna pomyłka – np. w numerze VIN, nazwisku właściciela, dacie zakupu czy opisie pojazdu – może zostać zakwestionowana przez wydział komunikacji. W najlepszym wypadku oznacza to opóźnienia i dodatkowe wyjaśnienia, w najgorszym – brak możliwości rejestracji auta bez ponownego kontaktu z zagranicznym sprzedawcą lub wystawienia nowych dokumentów.
Tłumacz nie odpowiada za błędy w oryginale
Wielu klientów błędnie zakłada, że tłumacz przysięgły „powinien zauważyć”, „poprawić”, „sprawdzić” nieścisłości w dokumentach. Tymczasem zadaniem tłumacza jest wierne odwzorowanie treści oryginału, a nie kontrola, interpretacja, uzupełnianie czy poprawianie. Jeśli więc dane w umowie lub dowodzie rejestracyjnym są błędne, to te same (błędne) dane znajdą się również w tłumaczeniu. Tłumacz nie ma ani prawa, ani tym bardziej obowiązku ich korygować.
Jak uniknąć opóźnień i nieprzyjemności?
- Choć dla wielu osób jest to oczywistość, dokumenty przed podpisaniem należy sprawdzić – to nie są żarty ani błahe sprawy i lepiej trzy razy sprawdzić, niż raz odbić się od okienka w urzędzie.
- Należy pamiętać, że tłumacz nie odpowiada za treść umowy i nie ma prawa jej w żaden sposób korygować.
Nie wolno zakładać, że „jakoś to będzie” albo „może nie zauważą” — może się okazać, że auto będzie czekać miesiącami na rejestrację przez pozornie drobny błąd. Przed podpisaniem jakiegokolwiek dokumentu należy sprawdzić jego poprawność. To podpisujący odpowiada za to, co trafi do urzędu.
